25 listopada 2014

Jarmark Bożonarodzeniowy - Wrocław 2014

Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy był szeroko opisywany w lokalnych mediach jeszcze zanim się na dobre zaczął. Gdy wreszcie w piątek wystartował można było przeczytać o tłumach odwiedzających. Nie trzeba mnie było przekonywać do zweryfikowania tego i do przekonania się czy w tym roku jarmark pozytywnie mnie czymś zaskoczy. W niedzielę wybrałem się więc na wrocławski Rynek, aby na własne oczy przekonać się co takiego ma do zaoferowania tegoroczna edycja. Czasopisma miały rację, faktycznie Wrocławski Jarmark odwiedziła tego dnia naprawdę spora ilość ludzi. No właśnie odwiedziła, a nie wydawała na nim pieniądze. Zwiedzających, oglądających,  spacerujących między straganami było sporo.  Zdarzały się nawet mniej lub bardziej zorganizowane wycieczki.




Mam wrażenie,  że Jarmark jeszcze odrobinę się rozrósł co mnie oczywiście cieszy.  Ucieszyłoby mnie jeszcze bardziej jeśli za wielkością szłaby również różnorodność.  Niestety zmian zbyt wiele nie zauważyłem. Kubek zmienił rok i kolor, ale moim zdaniem w końcu mógłby być kubkiem, a nie butem. Nie tylko mnie się nie widzi taki kształt. Ktoś skomentował jego kształt na profilu organizatora, na co ten odpowiedział, że jak się nie podoba, to po wypiciu można zwrócić. Brawo za pomysł...




Jeśli mowa o kubku to są oczywiście miejsca, w których można się napić grzańca lub innych napojów. Do wyboru macie grzane wino w kilku odsłonach.  Jest tradycyjne,  malinowe,  śliwkowe, jagodowe, wiśniowe, grzaniec wrocławski i białe grzane wino. Jest poncz z adwokatem i herbatka góralska. Bez alkoholu dostaniecie herbatę, gorącą czekoladę czy świąteczny poncz. Ceny jak przed rokiem. Grzanie tradycyjny 10 zł,  smakowy 12 zł, kaucja za buta 10 zł. Skusiłem się na jagodowego, bo na niemieckich jarmarkach bardzo mi smakuje. Niestety jakimś kisielem mi zajeżdżał :-/




Co możecie zjeść zapytacie? Są zawsze obecne na takich imprezach grille. Do wyboru nasza swojska kiełba, mięsiwo i szaszłyki. Jest grill z kiełbasą z Turyngii popularną na jarmarkach niemieckich. Podawana jest z pyszną musztardą z Bautzen (przynajmniej opakowania na to wskazują).




Są oczywiście zdobywające popularność langosze, choć nie przypominają one swojego węgierskiego pierwowzoru, a raczej jakiś płaski skwarek. Są naleśniki i gofry. Z nowości zauważyłem stoisko z matiasami i to prawdziwym, a nie takimi "a la" . Wiem, że to nie pora na świeże matiasy, ale czy ktoś wspominał, że to nówka sztuki z wczorajszego połowu??? Do wyboru matias w bułce, tatar, sałatki




Jak ryby to i owoce morza. Pojawił się kram, który uraczy Was gotowanymi mulami, zupą rybną czy grillowanymi mątwami. Ceny ok. 15 zł. Musze przyznać, że nawet był ruch co mnie dziwi, bo raczej słyszę, że ludzie za owocami morza nie przepadają. Mam okazję obserwować to choćby na przykładzie dań z krewetkami publikowanych na moim blogu.
Ze słodkości są popularne u nas kurtoszkołacze, za którymi już od południa ustawiają się niezłe kolejki (12 zł). Jest stoisko z całkiem niezłą baklavą (4-7 zł), są żelki i lizaki w najrozmaitszych kształtach. Pieczone kasztany, prażone orzechy. Są pierniki, ale jak na świąteczny jarmark to nie ma ich zbyt wiele. Nie liczę oczywiście tych niejadalnych, z napisami.




Z artykułów spożywczych jest to co zawsze na festynach. Wędliny (również litewskie), pieczywo i kwasy chlebowe. Pieczywo na jarmarku tylko ofoliowane, co jak dla mnie dyskwalifikuje je. Oscypki i wyroby im podobne, sery alpejskie, sery kozie i inne wyroby z koziego mleka. Są stoiska z żywnością grecka i turecką oraz z suszonymi owocami. No i oczywiście miody, te do jedzenia i do picia.




Poza tym trochę ozdób choinkowych, wyrobów ceramicznych i drewnianych i cała masa rzeczy, które mogą się komuś spodobać, ale kompletnie nie pasują do tematycznego jarmarku. Ceny wyższe niż na innych festynach, no ale pewnie najem powierzchni handlowej też tani nie jest.




Czy warto zatem odwiedzić wrocławski jarmark? Oczywiście, że warto! Choćby po to, aby wyrobić sobie własne zdanie na jego temat. Żeby napisać w komentarzach pod wpisem, ze góralskie serki z żurawiną są pyszne, langosz puszysty i nie śmierdzi fryturą, koszulki z napisem "jestem demonem seksu" to doskonały i wyrafinowany gwiazdkowy prezent, a grzaniec jagodowy nie smakuje jak kisiel wieloowocowy ;-)
Czekam na opinie. Czekam również na sygnały o jarmarkach w Waszych miejscowościach. Coś Wam się szczególnie podoba, czegos Wam brakuje??
Sam wkrótce ruszam na inne jarmarki, więc jeśli kapryśna pogoda pozwoli to będą zdjęcia i będzie notatka z podróży.

Zapraszam na resztę fotek oraz na informacje o innych jarmarkach, które możecie odwiedzić:

13 komentarzy:

  1. Witam krajana! bardzo lubię ten jarmark coroczny, akurat ta niemiecka tradycja nie jest zła. Fajnie ten nasz rynek wygląda, hoina stoi tylko ceny mogłyby być niższe :) Pamiętam jak rok temu jadłem pyszną gruszkę w czekoladzie, a i bananem taki nie warto wzgardzić! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, owoce w czekoladzie są naprawdę bombowe. Ceny niestety wysokie, bardzo podobne do niemieckich, ale pensje całkiem różne :-/
      Pozdrawiam...

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia z jarmarku:) Kocham Święta Bożego Narodzenia za wszystko- między innymi także za tą jarmarczną otoczkę:) Czekam na Jarmark u siebie, co prawda nie będzie zapewne taki duży jak ten wrocławski, ale zawsze odwiedzam, próbuję, kupuję:) Moim jarmarkowym faworytem są jabłka w karmelu.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia! Ale Ci zazdroszczę! Muszę poczekać na jakiś jarmark tutaj, ale to nie to samo co polski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja bym zobaczył jakiś tamtejszy. W odległych planach mam Winter Wonderland :-)

      Usuń
  4. Byłam i jakoś mnie nie zachwyca. Tak jak piszesz rozrost jarmarku absolutnie nie wiąże się z różnorodnością towarów. Żałuję, że przegapiłam śledzie, ale nic straconego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wcześnie się u Was zaczyna, w Warszawie jarmark zaczyna się zazwyczaj w okolicy Mikołajek. Podobał mi się, gdy organizowali go na rynku Starego Miasta. Rok temu zrobili go pod Dworcem Centralnym i to była porażka - mało stoisk i brak przyjemnej atmosfery. Dlatego wrocławski jarmark robi na mnie wrażenie, tyle stoisk, tyle wspaniałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taki normalny czas rozpoczęcia, przecież po Święcie Zmarłych w sklepach od razu czas na Gwiazdkę ;-)
      W Niemczech jarmarki ruszają w najbliższy weekend, w Krakowie też. U nas nie ma jeszcze wielkiej tradycji , ale widzę że z roku na rok jarmarki goszczą więcej osób. Musi się to rozłożyć w czasie, bo o ile we Wrocławiu da się iść miedzy straganami, to w Dreźnie czy Berlinie bywa z tym różnie ;-)

      Usuń
  6. Ja również lubię te świąteczne ryneczki! Muszę przyznać, że chętnie odwiedziłabym ten wrocławski :) Wczoraj byłam na takim ryneczku w Edynburgu i byłam zauroczona, bardzo mi się podobało, a klimat takiego miejsca jest niepowtarzalny ;) Może również uda mi się przygotować wpis na ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszego langosza jadłam w Cieszynie Czeskim rok temu z baru w oknie,był pyszny.W tym roku w Pradze trafiłam na lekko za wilgotnego w środku i za długo trzymanego w oleju :-( .Na szczęście potem na Jarmarku Dominikańskim trafiliśmy na węgierskie stoisko z langoszami i taki świeżutki,gorący to znów było niebo w gębie...
    Muszę w końcu wypróbować Twój przepis.Od niego w końcu zaczęła się moja chęć spróbowania langosza ;-)
    U nas w Gdańsku też jest Jarmark,do tej pory było podobno różnie,w tym roku ma być podobno lepiej i chyba się wybiorę,bo też mają być pamiątkowe kubeczki na grzańca ...
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  8. Wrocławski Jarmark trochę mi się przejadł dlatego w tym roku postawiłam na Berlin :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawidłowo, wszystkiego trzeba spróbować :-)

      Usuń

Witam na moim blogu :-)
Dziękuję za pozostawienie Twojej opinii. W miarę możliwości odpowiem na każdy (podpisany imieniem lub nickiem) komentarz...