09 sierpnia 2013

Węgierskie leczo czyli prawdziwe lecsó :-)

Już w weekend obiecany post o mojej węgierskiej, krótkiej wycieczce, a dziś kolejny przepis rodem z węgierskiej kuchni.
Leczo to danie znane niemal każdemu. Nie każdy jednak kojarzy je z Węgrami, dla wielu z nas to podstawowe, polskie danie w czasach gdy na naszych działkach cukinia i kabaczek rosną jak szalone. Ale leczo to nie tylko Polska i Węgry, to także Czechy, Słowacja, Austria i Chorwacja. Każdy z tych krajów ma swoje wariacje na jego temat, właśnie wariacje bo nie ukrywajmy leczo jest tylko jedno. Daleko mi do kulinarnej i jakiejkolwiek innej ortodoksyjności, kombinowanie, zmienianie to wręcz obowiązek, ale granice gdzieś tam nadal istnieją i polskie "leczo" dawno je przekroczyło.
Węgierskie, czyli oryginalne Lecsó to nie "zupa", rzadki sos z rozgotowanej cukinii, pieczarek i papryki.  Co więcej nie ma w nim cukinii, kabaczka czy patisona, także "bigos z kabaczka" jak bywa taka potrawa u nas nazywany nie ma nic wspólnego z leczo. Nasze leczo, poza konsystencją, bardziej przypomina francuskie ratatouille i wolałbym je właśnie tak nazywać.
Leczo to przede wszystkim warzywa tylko z odrobiną sosu. To minimalizm, a nie przepych. To ugotowane, ale sprężyste, stawiające opór zębom kawałki papryki oblepione sosem z podduszonych pomidorów. W podstawowej wersji składa się tylko z cebuli, papryki i pomidorów. Tylko i aż, bo to w zupełności wystarczy. Wszystko usmażone na odpowiednim tłuszczu - najlepiej smalcu, do tego wspaniała słodka, sproszkowana papryka. Tak przygotowane, może stanowić samodzielnie danie, ale również doskonale nada się jako dodatek do smażonego mięsa. Z dodatkami to już pełen wypas i nic więcej nie potrzeba ;-)
A dodatki? Może być znana z naszych wersji kiełbasa, ale nie tłusta śląska, bo powinna być to kiełbasa paprykowa. Może być również ryż, boczek lub rozkłócone jajko - to już nie jest taka oczywista oczywistość ;-)
Co do rodzajów papryki panuje zupełna dowolność. Węgrzy nie jedzą tak ostro jak nam się wydaje, więc z reguły wybierają łagodne wersje tego warzywa. Najczęściej spotyka się paprykę białą, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wymieszać kolory. Będzie smacznie i ładnie :-)
Tłuszcz do smażenia?? Spróbujcie smalcu, nie ma co kręcić nosem. Porządny smalec nada tej potrawie niesamowity smak, uwierzcie. Najlepiej żeby był to smalec z mangalicy, to taka węgierska świnka, mocno futrzasta. Jeśli nie starczy Wam odwagi to polecam olej słonecznikowy, to również węgierski specjał. Po drodze do Budapesztu można spotkać niesamowite pola słoneczników - coś wspaniałego !
Tak przygotowane leczo doskonale nadaje się do zamrożenia, zapakowane wcześniej w woreczki lub plastikowe pojemniki.  Będzie doskonałą bazą do pörkölt zimową porą...



Leczo, Lecsó


Składniki:
  • 500g papryki (u mnie biała i czerwona)
  • 300g dojrzałych, mięsistych pomidorów
  • 1 mała cebula
  • 150g węgierskiej kiełbasy paprykowej
  • 1 łyżka słodkiej papryki w proszku
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego (opcjonalnie, gdy na pomidory nie jest sezon)
  • smalec - do smażenia
  • sól, świeżo zmielony czarny pieprz - do smaku


Paprykę wyfiletować z nasion i białych błonek. Pokroić w kawałki o szerokości 1 cm. Sparzyć i obrać ze skórki pomidory, a następnie pokroić w ósemki. Cebulę drobno posiekać.
Na rozgrzanej łyżce smalcu zeszklić cebulę. Zdjąć rondel z palnika, posypać papryką w proszku, wymieszać i postawić znów na ogniu. Dodać pokrojoną paprykę, pomidory, doprawić solą i pieprzem, dusić 10 minut. Dodać ewentualnie koncentrat oraz kiełbasę pokrojoną w plastry - dusić kolejne 5-10 minut. Gdy wszystkie warzywa będą miękkie podawać w miseczkach.
Smacznego :-)

węgierskie Leczo, Lecsó

27 komentarzy:

  1. Uwielbiam taki warzywny gulasz :) U mnie w domu cebula, biała papryka, czerwona, pomidory i ta nieszczęsna cukinia, odrobina koncentratu i frankfurterki. Odrobina papryki w proszku, sól, pieprz, odrobina cukru.
    Muszę wypróbować patent ze smażeniem na smalcu i chętnie wrzuciłabym tę paprykową kiełbaskę.

    Zauważyłam, że każdy polski dom ma swój przepis na to leczo-nieleczo. Tylko raz jadłam w zupełnie klasycznej wersji, u osoby, która często bywa na Węgrzech.
    Ostatnio w leczu-nieleczu u znajomego znalazłam kurczaka, kiełbasę, szynkę i fasolę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Wiem, że tradycyjnie nazwa gulasz odnosi się do innej węgierskiej potrawy, gdzie podstawą jest mięso ;)

      Usuń
    2. Z frankfurterkami jeszcze nie jadłem, u mnie w domu mama przygotowywała ze śląską ;-) Jadłem z parówkami natomiast i nie polecam :-D
      Ja nie raz przygotowywałem jakiś "gulasz" ze wszystkich warzyw, które miałem pod ręką, ale leczem tego nie nazwałem ;-)
      Tą kiełbasę przywiozłem z Węgier, ale kupuję ją w Kauflandzie na przykład, więc do dzieła!

      Wiesz, mam wrażenie, że u nas ogólnie panuje przepych. Postaw się, a zastaw się. Żeby nikt nie powiedział, że żałowałaś :-) Więc trzeba dać mięcho, bo w dobrym domu dają; cukinię, bo mamy nadmiar; paprykę, bo akurat sezon i pomidory, bo już się nam psują ;-)
      Gość ma paść i nie mówić, że się u nas nie najadł. Z tym chyba związany jest fakt, ze w polskich knajpach są zdecydowanie największe porcje.

      AD PS No i nie zdążyłem chwycić za słówko ;-P

      Usuń
  2. Smalczyk z tego, co pamiętam powinien być gęsi, ale pewności nie mam. Ja zamiast paprykowej kiełbasy dodaję boczek. Oczywiście papryka, cebula i pomidory. Kilka składników, maksimum smaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wszystkich źródłach spotkałem się z wędzoną wieprzową sloniną lub po prostu smalcem. Nie widziałem informacji o gęsim smalcu, ale tez wcale Węgrzy nie zajadają się nim. U nas chyba nie jest zbyt popularny więc i tak trzeba go zastąpić.
      Jeśli uzywa się wieprzowej kielbasy, czy boczku to najlepiej jednak skomponuje się wieprzowy tłuszcz. Węgrzy też czytają prasę i używają tłuszcze nienasycone, slonina odejdzie pewnie do lamusa.

      Usuń
  3. W koncu leczo z prawdziwego zdarzenia, na smalcu i bez cukini. Prawda, ze to cos co robi sie w Polsce i nazywa leczem nie ma z nim nic wspolnego. Ja ten Polski twor bardziej bylabym sklonna nazwac ratatuja.
    Fajny kociolek, tez sobie taki przywiozlam z Wegier:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bardzo ładnie spolszczyłaś nazwę, bo to polska wersja tego prowansalskiego dania, a nie leczo.
      Wiesz ile się za nim nachodzilem? Wiecej niz za najlepszm langoszem ;-)

      Usuń
    2. Domyslam sie:-) Ciekawe, ze nie jest to takie proste. Wydawalo mi sie, ze takie kociolki powinny stac na Wegrzech w kazdym markecie, ale sie rozczarowalam. Tez sie za swoim nabiegalam.

      Usuń
    3. Takie spore, na ognisko sa dostępne w marketach, ale takie małe, do serwowania potraw widziałem tylko w jednym miejscu.

      Usuń
  4. Ja je jadłam w przydrożnej gospodzie jako dodatek do makaronu :) Myślę, że nazwa leczo się u nas utarła i całkiem ją lubię w odniesieniu do jednogarnkowej potrawy z cukinią i patisonem w rolach głównych - można próbować nazywać je inaczej, ale przecież te wszystkie nazwy wzorowane na daniach z zagranicy, dają pewien obraz naszej kulinarnej historii i tego jak ogromnie wpatrzeni byliśmy swego czasu we wszystkie smaki z zewnątrz. Tego typu kwiatków jest zresztą całkiem sporo w naszym dorobku kulinarnym. Ratatouille leży daleko od polskiego leczo, jest bowiem zasmażane w oliwie, nie dopuszcza się tu udziału elementu mięsnego. Tym co czyni węgierskie leczo wyjątkowym jest papryka suszona i smalec - to one budują smak, dlatego jest on tak wyjątkowy.
    Bartoldzik, nawet nie wiesz, jak za sprawą Twojego wpisu chcę tam wrócić i jeść, jeść, jeść bez końca!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozna być wpatrzonym w to co dobre, ale w pewnym momencie źródło zmienia się w rewelacyjny wynik podpatrywania, kombinowania. I to nie jest już to samo.
      Jesli w schabowym schab zastapimy rybą to czy dalej będzie to schabowy? Historia byla wybitnie wieprzowa, ale teraźniejszosc to rybka :-P
      Ratatouille lezy daleko, zgodzę się, ale leczo nawet kolo tego czegos naszego nie lezalo. No chyba, ze kazda duszona potrawa, ktora ma w skladnikach paprykę i cebulę to leczo.

      Usuń
    2. .. bo u nas zawsze musi być na bogato :) nie wyobrażam sobie jednak by polskie leczo zaczęto nagle nazywać warzywną krajanką duszoną na wędzonce. Przywykłam do tej nazwy, lubię zarówno węgierski oryginał, jak i polską wybujałą wersję. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Oto jest prawdziwe leczo! Bez cukinii, kabaczka i innych różności, przygotowane na smalcu.
    Ostatnio w pracy uświadamiałam koleżanki w temacie węgierskiego leczo, że tych wszystkich dodatków nie posiada. Rozgorzała gorąca dyskusja, aż musiałam przynieść książkę o kuchni węgierskiej na poparcie swojej tezy (choć akurat w tej książce występuje leczo z parówkami.
    Wydaje mi się, że parówki to ukłon w stronę polskiego czytelnika, bo jak wiadomo kiełbasa paprykowa nie wszędzie jest dostępna).
    Swoją drogą książkę polecam: Klara Molnar, Tadeusz Olszański "Na węgierskim stole - pysznie i domowo".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pracy czasem lepiej w dyskusję się nie wdawać :-)
      Te parowki, jak sądzę, są zastepstwem debreczynek. Cudowne kielbaski, o dwoch stopniach pikantnosci nie mają zamiennika w naszych sklepach. Może autorzy kombinowali w tę stronę :-) Ja kiedys zastąpiłem je kielbaskami wiedenskimi ;-)
      Kiełbasę paprykową natomiast spotkać można teraz w każdym markecie. Albo wersja węgierska, albo hiszpańska. Skutek jeden - coś pysznego na talerzu :-)
      Przyjrze się książce. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Każdego dnia człowiek dowiaduje się czegoś nowego... Dziękuję za przedstawienie mi mangalicy, kochanego futrzastego świniaka. A przechodząc do rzeczy, jestem fanką leczo i w sezonie gości u mnie prawie codziennie. Świetne jako danie solo, albo półprodukt do rozmaitych risotto, makaronów, zapiekanek. Ach ta mangalica - pozwolę sobie wkleić link ze szczególnie pięknym okazem
    http://www.tanyamuzeum.hu/magyar/oldalak/mangalica_kenomajas/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyrządzam leczo z papryki, cebuli, pomidorów i chudej kiełbasy. Nie wiedziałam, że oryginalne jest bez mięsa, ale przyznam, że to gęsty warzywny sos smakuje mi w tej potrawie najbardziej. Myślałam, że dodatek cukinii, która mi tu nijak nie pasuje, to wymysł mieszkańców Małopolski (mieszkam w Krakowie, a pochodzę z Mazowsza), ale okazuje się, że nie ... I dziś postanowiłam sprawdzić, skąd się wzięła cukinia w polskim leczo ...
    Czy zdejmowanie skórki z papryki jest konieczne ?
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pomidorów konieczne, bo nie je się fajnie skórki, gdy ta odejdzie z pomidora. Z papryki?? A po co? Skąd ten pomysł?

      Usuń
  8. Ja prowadzę ciężką bitwę ze wszystkimi znajomymi na temat lecza. Długo szukałem przepisu na to co jadłem chyba jako dziecko. I wreszcie jest. Cudowny przepis na prawdziwe leczo. Moja teściowa robi zupę paprykową z masą cukini i nazywa to leczem. Ja nie jestem w stanie tego przełknąć. Niestety. W Polsce jest tak, że je się co dadzą na stół i się nie wybrzydza. Kiedy ja zrobiłem leczo według tego przepisu zostało ono ocenione: " Pyszne. Ale to nie jest leczo. Tu nie ma cukini i mięsa" Ręce mi opadły. Niestety masa ludzi nie ma pojęcia o smaku. Jest na talerzu to trzeba zjeść.. Babcia powiedziała, że leczo jest z cukinią i koniec. Tak ma byc i już.... Swoją drogą przydałby się jeszcze przepis na placek po węgiersku. Serdeczne podziękowania dla autora za przepis. Jak dla mnie boski.

    Pozdrawia Jarek z Łodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na marginesie placek po węgiersku nie ma nic wspólnego z Węgrami. W żadnej restauracji na Węgrzech takiej potrawy nie znajdziesz.

      Usuń
  9. Wiem, że prawidłowo mówi się o Nim Placek Zbójnicki i jest potrawą bardziej Polsko-Słowacką ale szukam "oryginalnego" przepisu na niego jak i na wiele innych potraw. Spotkałem sie już z takimi miksami tej potrawy że zgłupiałem z czego powinna się składać naprawdę... Tak samo było z leczem dopóki nie trafiłem tu.

    Pozdrawiam
    Jarek z Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. takiego przepisu szukałam, właśnie wcinam ( niestety paprykowej kiełbachy nie dostałam, użyłam wiejskiej), pychotka, polecam bardzo i pozdrawiam Bartoldzika :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero od 2-ch lat robię ten warzywny sos z kabaczkiem bo mi posmakowało takie połączenie. Od wielu, wielu lat robię prawdziwe leczo z tym, że ostatnio nie na wytopionej słonince a na oleju. Nawet od kilku lat robię je do słoików 0,5 litra na zimę. Pasteryzuje krótko a w każdej chwili mam pyszny dodatek do obiadu, nie tylko jesienią....Bardzo mi smakuje z wysmażonym boczkiem ale to rzadko robię. Leczo z łazankami bardzo dobrze smakuje (oczywiście to prawdziwe leczo)
    Najbardziej tragiczne w smaku jest *leczo" w sklepach, dodają straszne ilości octu, zjeść się nie da a na etykiecie widnieje dumna nazwa LECZO. Tylko raz spróbowałam u koleżanki i nigdy więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jest to prawdziwe węgierskie leczo...Leczo to gulasz.Nie zupa ani nie sos.Wegierskie leczo opiera się na papryce ale ogromne waznym elementem są wędzone kiełbasy,mięsa i jaja.Pod koniec gotowania do lecza wbijamy jajka i zagotowywujemy.Wegrzy podaja go czesto z ryzem, rzadziej z ziemniakami.Tego przepisu uczyl mnie nie kto inny jak rodowity Madziar.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż na Węgrzech przygotowywane są różnego rodzaju leczo.Powyższy przepis jak najbardziej zgodny z prawda:-)

      Usuń
    2. Otóż na Węgrzech przygotowywane są różnego rodzaju leczo.Powyższy przepis jak najbardziej zgodny z prawda:-)

      Usuń
    3. Otóż na Węgrzech przygotowywane są różnego rodzaju leczo.Powyższy przepis jak najbardziej zgodny z prawda:-)

      Usuń
  13. Każdy wpis wnosi coś innego i próbuje udowodnić wyższość jednej wersji nad drugą. Naturalnie każdy ma prawo do swoich ulubionych smaków. Jednak przygotowanie prawdziwego węgierskiego lecsó nie uda się w naszych rodzimych warunkach. Po pierwsze brak znakomitej węgierskiej papryki o niepowtarzalnym smaku (dostępna w naszych sklepach jest całkowicie odmienna, nawet w szczycie sezonu paprykowego) oraz kiełbasy paprykowej owszem dostępnej w naszych sklepach, ale nie tego rodzaju co do lecsó się na Węgrzech używa. Jest to świeża, nie podsuszana kiełbasa, nieco podobna do naszej parówkowej, ale tylko trochę. Celowo użyłem tego porównania jedynie, żeby przybliżyć wygląd tej kiełbasy, natomiast nie jest to kiełbasa parówkowa, ma sporą zawartość papryki i przechodzącą przez środek słoninkę. Proszę mi wierzyć, wszystkie próby dorównania smakowi węgierskiemu, skończą się marna podróbką. Spędziłem na Węgrzech dzieciństwo i wczesną młodość.

    OdpowiedzUsuń

Witam na moim blogu :-)
Dziękuję za pozostawienie Twojej opinii. W miarę możliwości odpowiem na każdy (podpisany imieniem lub nickiem) komentarz...