20 sierpnia 2013

Budapeszt - po raz pierwszy :-)

Dziś obiecany pierwszy wpis o Budapeszcie. Z racji ogromu wiadomości, które chcę Wam przekazać podzieliłem informacje na części. W pierwszej o kulinariach nie będzie nic, wybaczcie, ale może komuś pomogę zdecydować się na wycieczkę po tym uroczym mieście i kraju. W kolejnych zaprezentuję Wam informacje, których najbardziej pożądacie ;-) Cierpliwości...
W międzyczasie zdążyłem opublikować już przepisy na kilka węgierskich dań, zapraszam na węgierskie leczo oraz węgierską zupę z fasolką szparagową i kiełbasą.
Polecam również starsze, ale nadal aktualne przepisy na węgierskiego langosza , tradycyjną zupę gulaszowąszybką węgierską zupkę :-)


Parlament

Dojazd

Dojazd samochodem z Wrocławia do Budapesztu jest naprawdę bezproblemowy. Tras jest cała masa, w zależności od tego jakie drogi preferujecie. Jeśli chcecie jechać szybko, nie robiąc zbędnych przystanków i nie przeszkadza Wam płacenie za autostrady w każdym państwie, można wybrać trasę przez Ostrawę, Brno i Bratysławę – wówczas należy zaopatrzyć się w trzy winiety oraz zapłacić za przejazd naszą A4. Alternatywnie możecie wybrać trasę przez Cieszyn, Žilinę i Bratysławę, wówczas czeska winietka Wam odpadnie.
Ja jadąc gdziekolwiek lubię zatrzymać się, pozwiedzać, odpocząć przy dobrym obiedzie. Czasem zobaczę coś ciekawego, może miejsce kolejnej wycieczki?? Wybrałem więc trasę na Gliwice, Cieszyn, Žilinę, Bańską Bystrzycę i jestem z niej naprawdę zadowolony. Jechało się przyzwoicie, nie było tłoku na drogach, mimo że jechałem w środku tygodnia. Drogi też całkiem niezłe, poza jednym kawałkiem na Słowacji. Odkryłem przy okazji parę perełek, które warto kiedyś odwiedzić, zjadłem pyszny obiad – same plusy. No i płaciłem za autostradę tylko w Polsce…
Oczywiście można wybrać jako środek transportu samolot, ale moje wycieczki kończą się kulinarnymi zakupami, które najłatwiej wrzucić do auta zaopatrzonego w turystyczną lodówkę. Potem można delektować się poznaną kuchnią i przedstawiać Wam moje propozycje dań z użyciem oryginalnych składników. Na tak krótką odległość samolot przegrał z autem :-)


Pierwsze kroki w Budapeszcie

Po przybyciu do Budapesztu musicie sobie zorganizować parking. Najwygodniej mieć auto przy hotelu lub pensjonacie, ale nie zawsze wchodzi to w grę. Hotele często dysponują ograniczoną liczbą miejsc parkingowych więc pamiętajcie o zarezerwowaniu go łącznie z noclegiem. Centrum Budapesztu i to nie tylko ścisłe, stanowi strefę płatnego postoju. Takie parkowanie jest nie tylko kosztowne, ale czasem niemożliwe ze względu na ograniczony czas jednego postoju.
Można skorzystać również z darmowych lub płatnych parkingów P+R znajdujących się w pobliżu stacji metra lub parkingów płatnych (jest nawet jeden automatyczny, który sam parkuje Wasze auto). Można też zostawić samochód w centrum handlowym - sporo osób zostawia auta w centrum handlowym Arena Plaza. Parking jest bezpłatny, czynny całą dobę, w pobliżu znajduje się przystanek trolejbusowy oraz dworzec Keleti pályaudvar (pociąg i metro). Sporo Węgrów wyjeżdżających z Budapesztu zostawia tam auta na kilka dni.


Budapesztański tramwaj plus :-)
Do poruszania się po Budapeszcie auto jest zbędne, a wręcz niewskazane. Olbrzymich korków nie zanotowałem, przytykają się w godzinach szczytu okolice mostów na Dunaju i drogi wyjazdowe, ale problemów, które wielu z nas ma na co dzień w swoim mieście nie doświadczyłem. Po prostu zabudowa miasta jest gęsta, ilość zabytków i miejsc wartych zobaczenia jest niewiarygodna. Po podjechaniu w jakiś punkt wszystko zwiedza się pieszo - po co szukać parkingu, jak można spokojnie wsiąść w autobus, wodny tramwaj lub metro.
Komunikacja publiczna w Budapeszcie jest tak rewelacyjna, że wypadałoby napisać o niej jakiś wiersz albo piosenkę, ale zdolności w tym kierunku nie mam, więc na jej cześć ugotuję po prostu kilka potraw ;-) Po całym mieście doskonale porusza się trzema liniami metra, a po wyjściu na powierzchnię tramwajami, stateczkami, autobusami i trolejbusami. Sieć połączeń jest gęsta i przemyślana, wszędzie gdzie chcecie z łatwością dojedziecie. Co więcej, jeśli autobus będzie Wam uciekać nie biegnijcie, bo jeszcze się nabawicie kontuzji i niepotrzebnie spalicie pyszny smalec, na którym przygotowywana jest cała masa węgierskich pyszności. Po prostu odwróćcie się i zobaczcie, że jedzie już kolejny autobus. Są linie, które kursują co 1-2 minuty. Najdłużej czekałem na metro, późnym wieczorem, ok. 10 minut. Takiej komunikacji sobie i wszystkim mieszkańcom Wrocławia życzę :-)



Alternatywne środki transportu

Kupno biletu nie jest tak łatwe jak w naszym kraju. Automatów biletowych jest jak na lekarstwo, a 90 % z nich przyjmuje tylko monety. Przy cenach biletów wysupłanie takiej kwoty graniczy z cudem.
Banknotami i kartami można zapłacić w kasach na dworcach metra, tam pani wyda bilecik, wpisze ręcznie datę i godzinę, a potem przy wejściu na perony grupka znudzonych kontrolerów niby to zerknie na ten bilet. W sumie to czasem nawet cztery osoby jednocześnie kontrolują ten bilet, ale pokazując im paragon z Tesco macie ogromne szanse zostać przepuszczonym.
Ta olbrzymia populacja kanarów, których można spotkać przy ruchomych schodach prowadzących na perony, brak automatów sprzedażowych jest chyba wynikiem działania w kierunku zwanym - praca dla każdego. Oczywiście praca nie może przemęczać dlatego lotnej brygady kanarów nie doświadczyłem, mimo że najeździłem się sporo. Nie namawiam Was oczywiście do podróży na gapę, to tylko taka ciekawostka, bo ja każdego dnia nie mogłem wyjść z podziwu widząc na twarzach kanarów, ogromną chęć do pracy, sokoli wzrok, to zaangażowanie widoczne przy sprawdzaniu biletów. No dobra, a teraz prawda – wzrok znudzony, twarz smętna, oczy podkrążone i przy nodze butelka z wodą, chyba ;-)  Przyznam Wam szczerze, że to ciągłe paradowanie z wyciągniętym przed siebie biletem jest jednak uciążliwe, fajnie by było, żeby w XXI wieku coś się w tym kierunku w Budapeszcie zmieniło.
Wszystkie turystyczne, kulinarne i zakupowe cele są bez problemu dostępne komunikacją miejską, bardzo łatwo się w niej zorientować więc problemów nie powinniście doświadczyć żadnych.

Zwiedzanie.

Zabytków i innych rzeczy ciekawych do zwiedzenia jest naprawdę cała masa. Jeśli ktoś jest nastawiony na zwiedzanie każdego interesującego budynku, muzeum, kościoła, pomnika – to niech się tam na jakiś czas przeprowadzi – jest tego aż tyle. Co więcej, widać sporo pieniędzy zainwestowanych  w odrestaurowanie zabytków, także jeśli ktoś odwiedził Budapeszt kilka lat temu ma po co wracać. Ja poniżej zaprezentuję Wam fotograficzny skrót tego co mi się podobało, co z chęcią obejrzałem, ale przyznam się, że od dłuższego czasu to nie zabytki leżą w moich zainteresowaniach tylko kulinaria - pewnie to nic odkrywczego, bo doskonale o tym wiecie. Będąc w Budapeszcie oczywiście jest kilka rzeczy, które przy okazji wrażeń smakowych warto zobaczyć:-)


Wielka Synagoga...

... i jej dziedziniec.
Pomnik Millenium
Takie rzeczy to tylko w erze, przepraszam T-mobile ;-)


Bazylika św. Stefana
Aquincum - ruiny rzymskiego miasta...



Most łańcuchowy




Wzgórze Zamkowe w dzień...


Pomnik św. Stefana

Kościół Macieja

Baszta Rybacka

Galeria Narodowa

Pałac Prezydencki

Parlament ze Wzgórza Zamkowego

Wzgórze Zamkowe nocą...

Panorama ze Wzgórza Gellerta


Co do części kulinarnej Węgier to na to będzie osobny post, nie zmusiłbym nikogo do przeczytana ich łącznie :-) Pisząc ten post głodny się zrobiłem i idę zszamać langosza, który właśnie kończy wyrastanie. W kolejnych postach będziecie mogli przeczytać o jedzeniu, miejscach w których warto coś zjeść, do których warto wybrać się na kulinarne zakupy.


22 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia :) Patrząc na nie chce mi się wrócić do Budapesztu choćby natychmiast :) Najbardziej zainteresowało mnie Aquincum, tam mnie nie zaniosło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, mnie nawet nie przyszło do głowy, że starożytne rzymskie ruiny spotkam w Budapeszcie. Polecam, bo to naprawdę fajne muzeum. Widziałem jeszcze amfiteatr, a na następną wizytę zostały mi rzymskie termy i wojskowy amfiteatr.

      Usuń
    2. Termy to w budapeszteńskie "must see". Absolutnie! Ilekroć tam jestem zawsze któreś odwiedzam. Byłam w większości i moje ulubione to Sechenyi i te przy Hotelu Gellerta. Bardzo Ci je polecam. Tureckie zdecydowanie rozczarowują, choć warto raz pójść, by mieć porównanie.

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

      P.S. Ale się zgraliśmy z postami o Budapeszcie, mój właśnie powstaje ;-)

      Usuń
    3. Hmm, a dla mnie to najzwyklejszy basen.
      Szkoda mi było czasu na więcej niż jedną wizytę w Széchenyi i nawet nie warte to było jak dla mnie wspomnienia w poście. Cóż, Budapeszt to dla każdego coś miłego :-)

      PS. No mnie trochę zajęło napisanie posta, bo byłem w zeszłym miesiącu. Ale i tak zdążyłem przed następną wizytą, która już niebawem :-)

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia. W Budapeszcie nie miałam okazji być ale na Węgrzech już tak, wróciła bym jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co te buty robią na ostanim zdjęciu? :)

      Usuń
    2. Czekaja na właściciela :-)
      Ja dopiero co byłem, a już wybieram się po raz kolejny :-)

      Usuń
  3. Budapeszt to piękne i eleganckie miasto. Fajnie je pokazałeś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mógłbyś napisać przewodnik, niezwykle ciekawa relacja. Kapitalny ten wagonik podjeżdżający pod górę i czekające buciory. Przez Budapeszt jechałam kilka razy, ale nie zaznałam jego uroków do tej pory. Wszystko przede mną, czuję się zachęcona. Do ichniejszej kuchni nie trzeba mnie namawiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi słyszeć, że ktoś docenił moje wątpliwe zdolności pisarskie ;-)
      Ja się zachęciłem niesamowicie. Do tego stopnia, że tegoroczne wakacje spędzam na Węgrzech. Nie w Budapeszcie, ale przecież sporo tam do zwiedzania...

      Usuń
    2. W okolicach miasta Tokaj jest wiocha i tam winnica Karadi Berger a kawałek dalej knajpa prowadzona przez absolutnie szalonego kolesia Os Kajan (jedno i drugie ma swoją stronę), do knajpy przylegają zresztą całkiem przyjemne i również dość szalone apartamenciki autorstwa właściciela. Można wynająć w rozsądnej cenie, ja wracam właśnie tam, mam nadzieję, że niebawem :) No i do hotelu Aqua Eger w Egerze, bo tam jadłam najpyszniejsze potrawy w życiu i muszę wreszcie zobaczyć Budapeszt.
      Zazdroszczę perspektyw, moje nieco dalsze ale też są ;)

      Usuń
    3. Dzięki serdeczne za namiary, uwielbiam takie klimaty. W tym roku plany mam już skonkretyzowane, ale myślę, że Węgry odwiedzę jeszcze nie raz :-)

      Usuń
  5. Świetna relacja, przepiękne zdjęcia, aż chce się od razu pojechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się trochę nie chciało. Z pewną taką nieśmiałością podchodziłem do tego wyjazdu. A teraz kolejny czas spędzę na Węgrzech. Jak już się wpadnie to na całego :-)

      Usuń
  6. Właśnie jestem w BP. Przepiekne miasto i przy tym troche swojskie - taki C.K. klimat. Langosze super, ale polecam jeszcze hortobagy palacinka - rdzennie wegierska specjalnosc, nie wiem czemu trudno dostepna. Najlepsze w Dunacorso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie trzeba ich polecać, są na moim blogu. Jadlem pyszne na Wzgórzu Zamkowym :-)
      Co do kiepskiej dostępności. Tradycja zamiera, nie tylko na Węgrzech.

      Usuń
  7. Witam:) Czy w Arena Plaza można zostawić auto w tygodniu bezpłatnie? Czy tylko w weekendy nie pobierana jest opłata?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parking był bezpłatny cały tydzień i z tego co przed chwilą sprawdziłem nadal tak jest.

      Usuń
  8. W relacji brakuje mi jeszcze tylko ile czasu zajęła sama trasa Wrocław-Budapeszt. 5h, 6h, 7h? Jest to dla mnie o tyle istotne, że właśnie postanowiliśmy wyskoczyć sobie na weekend do Budapesztu. W poniedziałek trzeba być w robocie więc tak na prawdę będziemy mieć tylko całą sobotę i połowę niedzieli. Kwestia o której zaplanować sobie start. Myślę, że taka informacja przyda się nie tylko nam. Budapeszt jest w odległości tak na granicy weekendowego wypadu autem z Wrocławia ale możliwy do osiągnięcia. Pytanie tylko ile się tam jedzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej informacji nie podałem z prostego względu. Wystarczy zerknąć na dowolny planner podróży i wszystko staje się jasne.
      Choć nie do końca, bo jedni jeżdżą autostrada 170 km/h, a inni 120 km/h. Jedni zjeżdżają z trasy, żeby zobaczyć coś ciekawego co przed chwilką zobaczyli z drogi, a inni nawet w toalecie się nie zatrzymują. Zbyt indywidualna sprawa, aby ją tu poruszać.
      PS. Ja na weekend do Budapesztu bym nie jechał. Byłem znacznie dłużej, a i tak za krótko. Na weekend są znacznie ciekawsze kierunki z Wrocławia

      Usuń
  9. Piękne zdjęcia. Jestem właśnie w trakcie tworzenia kulinarnej mapy wakacyjnej Budapesztu i Twój blog jest bardzo pomocny :)
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń

Witam na moim blogu :-)
Dziękuję za pozostawienie Twojej opinii. W miarę możliwości odpowiem na każdy (podpisany imieniem lub nickiem) komentarz...