02 marca 2012

Pstrąg pieczony w folii

Nie mogę nazwać siebie wielkim fanem ryb, ale od czasu do czasu je jadam. W dzieciństwie miałem rybną traumę. Ile osób, jedzących filety rybne, by nie było przy stole - tylko ja miałem w nich ości. Doszło do tego, że nawet w paluszkach rybnych je znajdywałem ;-)
Odkąd poznałem anatomię ryb, nauczyłem się je filetować i jeść w całości, to rybki przestały być moimi wrogami. Jeśli mam wybierać to zdecydowanie wolę ryby morskie: dorsza, halibuta, doradę, czy okonia morskiego. Ze słodkowodnych przede wszystkim pstrąga i miętusa. Pyszne ryby, pochodzące z alpejskich jezior, jadłem w Austrii - Reinanke i Saibling. U nas sieja i złotopstrąg do popularnych chyba nie należą.
Jeśli chodzi o ryby żyjące w czystych i płynących wodach to wolę większe egzemplarze. Mają sporo mięsa, są tłuste i dzięki temu się nie przesuszą. Ryby ze zbiorników stojących (choćby karp, sandacz - tylko mniejsze, młodsze sztuki). Z pstrągów polecam szczególnie pstrąga łososiowego. Czy smażony, czy wędzony to naprawdę rarytasik :-)


pstrąg pieczony w folii


Składniki (2 porcje):


  • duży pstrąg (świeży, patroszony, ok. 700 - 800 g)
  • pęczek natki pietruszki
  • gałązka rozmarynu
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • oliwa z oliwek
  • 1/2 cytryny
  • sól, świeżo zmielony pieprz


Rybę opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem. Posolić, popieprzyć - wewnątrz i na zewnątrz. Spory arkusz folii aluminiowej wysmarować oliwą z oliwek i ułożyć na niej pstrąga.
Pokroić czosnek w plasterki, cebulę i umytą cytrynę w ćwiartki. Do brzucha ryby włożyć natkę pietruszki, kawałki masła i połowę czosnku. Resztę czosnku, cytrynę, cebulę i rozmaryn umieścić wokół ryby. Nie wyciskać cytryny na surową rybę, bo pod wpływem kwasu zacznie się "gotować". Skropić z wierzchu oliwą i zawinąć szczelnie folią, kilka centymetrów nad rybą, tworząc wewnątrz kieszeń powietrzną. Odstawić na godzinę do lodówki.
Nagrzać piekarnik do temperatury 180 stopni (górna i dolna grzałka).
Wstawić rybę na blaszce na 25-30 minut (w zależności od tego jak bardzo lubimy wypieczoną i jak duża jest nasza sztuka). Po upływie tego czasu wyciągnąć blachę z rybą, odchylić folię, wstawić do piekarnika i piec jeszcze około 10 minut. Myślę, ze takie mniejsze sztuki (1 na osobę, czyli ok 350 g) wystarczy piec kwadrans w folii i 10 minut podpiec rozwinięte. Podawać z puree ziemniaczanym albo z czym tam lubicie. Smacznego :-)

pstrąg pieczony w folii

11 komentarzy:

  1. Ja jako dziecko nie znosiłam ryb (tolerowałam tylko śledzie). Pamiętam jak siedziałam przy talerzu ze smażoną rybą godzinami i i tak zawsze kończyło się na tym, że zjadałam tylko panierkę ;)
    Teraz uwielbiam ryby i owoce morza. A pstrąg tęczowy należy do grona moich ulubionych, bo ma niesamowicie delikatne mięsko. Narobiłeś mi ogromnej ochoty na rybę, a tymczasem dzisiaj muszę zadowolić się innym białkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet panierki nie tolerowałem bo "śmierdziała" mi rybą :-) Ale już panierkę ze schabowego zostawiałem na koniec - bo najlepsze ;-)
      Teraz ryby lubię, owoce morza uwielbiam, a panierki po prostu nie robię. Szkoda zabijać delikatny smak :-)
      PS. A co za białko dziś serwujesz? Beza?? ;-)

      Usuń
    2. Ja teraz też nie lubię ryb w panierce, mięsa zresztą też.
      Dzisiaj serwuję polędwiczkę wieprzową w ostrej marynacie z kuminem. Nie mam nic słodkiego, więc bezy też wchodzą w grę! :) Tym bardziej, że mam z 30 białek w zamrażalniku...

      Usuń
    3. Polędwiczka brzmi fajnie. Z wieprzowiny to chyba moja ulubiona część. Mam nadzieję, że pochwalisz się przepisem :-)
      No to już są 32 białka. Te dwa dodatkowe to moje wytrzeszczone oczy jak zobaczyłem Twoje 30 ;-) Pewnie z ciast i innych słodkości zostały??
      Bezy jadłem chyba wtedy jak Ty "opychałaś się" panierką ;-) Może jeszcze kiedyś spróbuję, coraz częściej mam na to ochotę...

      Usuń
    4. http://kraina-szczesliwosci.blogspot.com/2011/08/niesamowite-poledwiczki-wieprzowe-w.html - polędwiczki z tego przepisu, który należy do moich ulubionych i często do niego wracam.

      A białka zostały ze słodkości. Moja rodzina uwielbia wypieki drożdżowe (np. babki drożdżowe na 12 żółtkach) i kawę z koglem-moglem. Z samego kogla-mogla zostaje czasami 20 białek tygodniowo!

      Usuń
    5. Uwielbiam kawę, ale z koglem jeszcze nie piłem. Ależ mam zaległości :-)
      Jak mi posmakuje, to zwrócę się do Ciebie o radę co do wykorzystania białek, bo myślę, że masz doświadczenie ;-)
      Najlepsza jaką do tej pory piłem to Maria Theresia Kaffee w duecie z tortem Sachera (kompletów nie można rozdzielać - pamiętaj :-))

      Usuń
    6. bartoldzik, ja maniaczka rybna jestem i uwielbiam, uwielbiam ryby. Jadam jednak głownie halibuta, tuńczyka, śledzia, makrelę, czerniaka - jak się cód zdarzy, że dostanę w makro - to solandrę, od czasu do czasu miecznika. Gdzie Ty te polskie ryby dostajesz??? Ja unikam jak ognia hodowlanych. Niestety w rybnych z polskich ryb świeżych są zaledwie śledzie, makrele, leszcze, pstrągi, dorsze. Niestety poza makrelą i dorszem, to z hodowli. Pstrąga łososiowego nie wiedziałam, choć słyszałam o nim. Gdzie Ty te ryby w Polsce dostajesz?

      Usuń
    7. Wielkiego wyboru nie mam, bo to Polska jest... W hipermarkecie.. ;-)
      Brzmi głupio, ale ja jestem strasznie wrażliwy na ryby i potrafię miesiąc nie kupić, bo jej z oczu źle patrzyło ;-) Ryby kupuję z reguły w Auchan we Wrocławiu. Mają chyba największy i najświeższy wybór ryb, szczególnie słodkowodnych. Pstrągi, sandacze, szczupaki, czasem liny, leszcz, karaś czy sum (pewnie sporo z hodowli, ale nic na to nie poradzimy). Kiedyś miętus był co weekend.
      Z morskich jest dorsz atlantycki, czerniak, flądra, makrela, tuńczyk, świeży śledź, halibut i łosoś (hodowlane na pewno) i jakieś egzotyczności typu żabnica, dorada i inne cuda, których nazwy nie staram się zapamiętać.
      Ryby morskie i owoce morza kupuję też w makro. Ogólnie 2 razy w tygodniu do Polski przylatują świeże rarytasy.
      Są u nas też na targowiskach sklepiki z rybami (chwalone nawet), ale ja jak ryby nie widzę i nie powącham to jej nie kupuję (a tam przynoszą je z zaplecza). Zawsze oglądam oczy, proszę o pokazanie skrzeli, niestety nie mogę dotknąć, ale jakoś daję sobie radę. W sumie nie naciąłem się nigdy w tych dwóch miejscach, ale powtarzam - czasem na pierwszy rzut oka widzę, że w dniu dzisiejszym nic z ryb nie będzie :-).
      I najważniejsze - ryba nie pachnie rybą, tylko wodą, z której pochodzi :-)
      Pstrągi łososiowe ostatnio w Auchan były. Mutanty po 1,5 kg miały i więcej, piękne pomarańczowe mięsko :-)

      Usuń
  2. Do tak pieczonego pstrąga podaję jeszcze masło na talerz. Wtedy naprawdę czuć ten delikatny smak prawdziwie smacznej ryby

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi wyszło pyszne! Dzięki za przepis!

    OdpowiedzUsuń

Witam na moim blogu :-)
Dziękuję za pozostawienie Twojej opinii. W miarę możliwości odpowiem na każdy (podpisany imieniem lub nickiem) komentarz...